Weź swoje Pismo Święte i je… przytul. Dosłownie!

Dobrze na ostatniej prostej Wielkiego Postu odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest dla nas Pismo Święte. Przyjacielem? Czy tylko znajomym, któremu mówisz „cześć” raz w tygodniu i zamieniasz kilka ogólnych zdań?

Dziś – z powodu coraz większej popularności Biblii w formie aplikacji czy po prostu łatwego dostępu do niej w internecie – coraz rzadziej sięgamy po papierową wersję. Szkoda, bo namacalne Pismo Święte może być naszym przyjacielem. Już na sam jego widok możemy poczuć się lepiej. Może towarzyszyć nam w codziennych trudnościach i radościach, dawać cenne wskazówki, a nawet ukoić lęk, dając się przytulić. Czujesz bliski związek z Pismem Świętym?

 

Biblia. Własny egzemplarz

Chyba każdy z nas ma w domu Biblię. Nierzadko jest to pamiątka z Komunii, ślubu czy innego ważnego wydarzenia. Bywa, że trzymana na półce przysypana jest kurzem, a jej grzbiet zupełnie nie wyróżnia się spośród innych książek. Po prostu tam jest. Wyciągana kilka razy do roku, na Boże Narodzenie albo kolędę. Jak stara encyklopedia na regale w wielu domach, do której raz na jakiś czas zaglądaliśmy, zanim zaczęliśmy szukać wszystkiego w internecie.

Często mamy takie Pismo domowe, wspólne wszystkim domownikom. A nasz prywatny egzemplarz? Mniejszy lub większy, z przypisami czy bez, w tłumaczeniu mniej lub bardziej popularnym – zwyczajnie nasz, taki, jaki nam najbardziej odpowiada. Książka, która nie będzie tylko obecna na półce, ale stanie się dla nas ważna. Najważniejsza. Nie taka, którą raz przeczytamy i odłożymy na półkę, ale będziemy do niej powracać.

 

Pokoloruj Słowo

Biblia jest świętą księgą i niekiedy taka perspektywa myślenia o niej sprawia, że nie wyobrażamy sobie, aby w jakikolwiek sposób można byłoby ją „skazić”. Tymczasem kiedy czytamy Pismo Święte z ołówkiem, kredką, czy nawet długopisem w ręku, mamy szansę jeszcze głębiej wniknąć w jego treść. Jakbyśmy chcieli dać dowód temu, że „Tak, byłem tu, Panie. Słyszałem Cię. I chcę zapamiętać naszą rozmowę”.

Nie bójmy się notować na marginesie tej księgi naszych wzruszeń, które przeżywamy podczas jej czytania. Wystarczy notatka złożona z dwóch słów, z jednego słowa albo choćby tylko wykrzyknik, ów, wymowny znak stwierdzający rosnącą temperaturę naszych uczuć. Nie bójmy się stawiać znaków zapytania przy tekście, którego nie rozumiemy. I wreszcie nie bójmy się podkreślić ołówkiem albo ujmować w nawiasach tych fragmentów, do których, ze względu na ich piękno wewnętrzne i kształt myśli, pragniemy wielokrotnie powracać. (R. Brandstaetter, Krąg biblijny, Warszawa 1986 r.)

 

Ponowne spotkania

Takie kreślenie, malowanie, zaznaczanie daje nam możliwość ponownego spotkania ze Słowem, kiedy następnym razem otworzymy Biblię w tym samym miejscu. To jak powrót do rozmowy z przyjacielem, którą jesteśmy w stanie prowadzić godzinami  – choć pozornie o tym samym, to dzięki temu wciąż rozwijamy naszą relację.

Im częściej z kimś rozmawiamy, tym lepiej go poznajemy, tym coraz bardziej staje się nam bliski. Im częściej wracamy więc do jakiegoś fragmentu z Pisma Świętego, tym bardziej zapada on nam w pamięć. A z pamięci już tylko krok do serca.

 

W bliskości ze Słowem

Jeśli nasze Pismo wciąż wygląda jak nowe, okładka nadal skrzypi przy otwieraniu, książka stale się zamyka i jest idealnie czysta, bez najmniejszego śladu palca – świadczy to wyłącznie o tym, że nie jest używana zbyt często. Że jeszcze jest dla nas czymś obcym. Tajemną księgą, która nie wywołuje w nas żadnych uczuć.

Dobrze na ostatniej prostej Wielkiego Postu odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest dla nas Pismo Święte. Czy jest naszym przyjacielem czy tylko znajomym, któremu mówimy „cześć” raz w tygodniu i zamieniamy kilka ogólnych zdań? A jeśli wciąż czujemy wobec niego dystans, zaprośmy go w specjalne miejsce naszego domu. Wtulmy się w jego karty. Nie tylko w jego treść, ale i w jego formę. Poczujmy jego zapach. Poznajmy fakturę. Pogładźmy okładkę. Pocałujmy. Taka przyjaźń to prawdziwy skarb!